III: 'Ile razy mam ci powtarzać...?'

Dom Irwinów wyglądał zupełnie inaczej, niż go zapamiętała. Hol prowadził do nowocześnie urządzonego salonu w odcieniach brązu i bieli. Z przodu pięły się w górę schody, które chyba jako jedyne się nie zmieniły. Nad kominkiem wisiał obraz, a na środku pokoju, na dywanie w malutkie wzorki, stał stolik z dwoma fotelami i dwuosobową kanapą.
I to wszystko Cassandra mogła dostrzec stojąc tylko na korytarzu.
- Łał - wyrwało jej się, a Ashton zachichotał za jej plecami.
- Prawda? Zawsze byłem pod wrażeniem naszego domu, ale po remoncie jest po prostu niesamowity.
Cassie skinęła i ściągnęła buty, ponad wszystko nie chcąc zamoczyć, a tym bardziej ubrudzić błotem pięknej, czystej podłogi pani Irwin.




- Idź do łazienki, a ja przyniosę ci jakieś suche ubrania - polecił i już miał odejść, kiedy odwrócił się na pięcie. - Trafisz, prawda?
- Jasne - mruknęła Cassie i na paluszkach przeszła przez salon, modląc się, żeby mamy Ashtona nie było w kuchni, z której miała idealny widok na...
- Och, Cassandro! Cześć! - pisnęła entuzjastycznie. Dziewczyna wymusiła uśmiech i przytuliła nadbiegającą już w jej stronę panią Irwin. - Co cię do nas sprowadza? Znowu jesteście razem z Davidem?
- Nie, nie! - zaprzeczyła trochę zbyt gorliwie. - To znaczy... Jestem koleżanką Ashtona - na te słowa prychnęła w duchu. - Na dworze strasznie pada, a poniekąd mój tata zamknął mnie na zewnątrz, więc Ash powiedział, że mogę tu przyjść - sprostowała.
- Ojejku, oczywiście, że możesz! Gdzie on teraz jest? - zmarszczyła brwi. Cassandra wyplątała się z jej uścisku i zaczęła odchodzić nieznacznie.
- Miałam iść do łazienki, a on pobiegł po jakieś suche ubrania.
- Czekaj, czy on zamierza ci dać swoje ciuchy? - zdziwiła się pani Irwin, a Cassie oblała się rumieńcem na całej twarzy. Tylko tego było jej trzeba.
- Nie wiem, ja tylko...
- On nigdy nie daje dziewczynom swoich ubrań. Jeśli to zrobi, powinnaś czuć się wyjątkowa - wyznała mama Ashtona.
- Dziękuję, proszę pani. Teraz już chyba...
Znowu nie dane jej było skończyć, bo w słowo weszła jej kobieta. Cassie nienawidziła, kiedy ktoś jej przerywał.
- Jestem Anne. - uśmiechnęła się ciepło i mimo że Cassandra była oziębła wobec całej rodziny Irwinów, nie mogła nie odwzajemnić gestu.
- W porządku, Anne. Pozwól, że teraz już pójdę. Naprawdę nie czuję się najlepiej w mokrym swetrze.
- Oczywiście, rozumiem. - uśmiechnęła się, więc Cassie udało się opuścić pomieszczenie bez dodatkowego punktu na liście wrogów.
Weszła do łazienki, która nie była remontowana. Wnętrze pozostawało białe z domieszkami jasnobrązowych, drewnianych elementów. Cassandra westchnęła i położyła swoją torbę na sedesie. Spojrzała w lustro i jęknęła, kiedy zobaczyła, w jakim stanie są jej włosy. Próbowała uczesać je palcami, ale nie przyniosło to żadnego skutku. Fuknęła pod nosem i zrobiła obrażoną minę, kiedy rozległo się ciche pukanie.
- Wejdź - powiedziała Cassie do Ashtona, który chyba urósł przez czas, kiedy go nie widziała, w dodatku zmienił kolor włosów i... - No nie - szepnęła dziewczyna, a David zaśmiał się.
- Co robisz w mojej łazience?
- Stoję - burknęła i wyminęła go w drzwiach, wyraźnie uciekając od jego zakochanej w sobie osoby.
- A teraz biegasz po moim korytarzu? Co, do cholery?
- Davidzie! - upomniała go Anne, kiedy mijali kuchnię.
- Teraz spikasz się z moim bratem? - prychnął, a Cassandra zatrzymała się gwałtownie i odwróciła w jego stronę. Nadal górował nad nią wzrostem, ale urosła na tyle, że sięgała mu już do czubka nosa.
- Posłuchaj, Irwin - położyła palec na jego piersi i kontynuowała. - To, z kim się spotykam, to nie twój interes. To, z kim spotyka się Ashton, to też nie twój interes. Więc z łaski swojej odwal się, bo nie jesteś już częścią mojego życia i mnie nie kontrolujesz.
David uniósł jedną brew, po czym chwycił jej dłoń i delikatnie ściągnął ją ze swojej klatki piersiowej.
- Teraz to ty posłuchaj, księżniczko. Jeśli jakaś mała, rozwydrzona chłopczyca w mokrych ubraniach siedzi w mojej łazience i zabłaca moją podłogę, to to chyba jednak jest mój interes.
Cassandra wyrwała mu rękę i ruszyła z powrotem do łazienki, po drodze mamrocząc pod nosem cały słownik wyzwisk pod adresem starszego Irwina.
- Niech ja tylko wyjdę z tego domu to... - urwała, bo odbiła się od czegoś miękkiego i usłyszała cichy chichot.
- Spotkałaś Davida, co? - spytał rozbawiony Ashton, a ona wywróciła oczami. - Trzymaj. - podał jej kupkę ubrań.
- Dzięki.
Ash zaczął odchodzić, jednak Cassie nie mogła się powstrzymać i zatrzymała go ręką.
- Coś jeszcze? - zapytał uprzejmie.
- Czyje to ubrania?
Cassandra powtarzała sobie w myślach, że nie chce usłyszeć, że odzież jest Ashtonowa, ale nie mogła wyzbyć się uczucia rozczarowania, kiedy chłopak wzruszył ramionami i rzucił krótkie: "Davida".
---
Ashton wcale nie chciał zanieść Cassandrze swoich ubrań. Nie na tyle mocno, żeby faktycznie to zrobił. A jednak coś w środku podpowiadało mu, że to odpowiednie, że to właśnie jest to, co powinno się zdarzyć, więc skończył ze swoją największą koszulką i parą dresów, żeby Cassie nie zdała sobie sprawy z tego, do kogo należy odzież. Potem jednak zdał sobie sprawę z tego, że na drobną dziewczynę będzie to po prostu zbyt duże. Westchnął i pokręciwszy głową, chwycił ubrania - tym razem najmniejsze, jakie znalazł.
Z takim pakunkiem zszedł na dół i odbił się od burczącej pod nosem dziewczyny. Zaśmiał się i wymienił z nią kilka zdań, a kiedy zadała pytanie, kto jest właścicielem przyniesionych ciuchów, odpowiedział, że David, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. A potem zmył się równie szybko jak Nicolas po koronacji swojego przyrodniego brata, Milo.
Ashton prychnął w duchu. Jego wysokość książę Nicolas Tanner Bryson, prawowity następca tronu Revin. I wszystkie kobiety, z którymi sypiał, jako pierwsze księżne Revin.
Chłopak westchnął i przypomniał sobie, jak niewielki wpływ na monarchię tego kraju. Tego wieczora nie pomyślał już o nim ani razu.
---
Ubierając się Cassie domyśliła się, że ubrania nie należą do Davida - jego zapach zawsze miał w sobie coś z taniego mydła cytrynowego i wody kolońskiej jego ojca. Ta koszulka pachniała inaczej. Jak cynamon i przyprawy korzenne. Jak piernik cynamonowy. Cassandra uśmiechnęła się, gdy zauważyła, na jak filigranową wyglądała w ubraniach Ashtona. Urosła, co potwierdziło dzisiaj jej spotkanie z Davidem, nadal jednak pozostawała mniejsza i drobniejsza od obu Irwinów.
Kiedy upewniła się, że jej odbicie w lustrze już nie straszy, wyszła z łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Udała się na piętro, pamiętając, że właśnie tam znajdowały się wszystkie sypialnie. Od razu rozpoznała drzwi do pokoju Davida, które nie zmieniły się w żaden sposób, a zaraz obok zobaczyła otwarty pokój. Był schludny i zadbany, ale urządzony typowo dla chłopaka, więc Cassie domyśliła się, że należy do Ashtona. Weszła do środka i usiadła na idealnie pościelonym łóżku. Ona sama nie pamiętała, kiedy ostatnio jej łóżko było w ogóle pościelone. Po chwili na miejsce obok niej wskoczył Whiskas - poznała go, mimo że bardzo urósł i przytył. Zawsze śmiała się z jego imienia - wybrał je David, który miał dość kłótni rodziców o to, jak nazwać zwierzaka i rzucił od niechcenia: "Nazwijmy go Whiskas". Wszystkim się spodobało, więc tak zostało. Najgorzej było, kiedy ktoś mówił: "Przynieś mi Whiskasa", bo nie wiadomo było, czy chodzi o karmę, czy kota samego w sobie. Dopiero dalsza część, "nakarmię Whiskasa", wyjaśniała wszystko. Cassie uśmiechnęła się pod nosem. Pomyślała, że gdyby miała psa, nazwałaby go Pedigree.
- Straszny ze mnie pedant, wiem - usłyszała, więc uniosła głowę. W drzwiach stał Ashton z talerzem kanapek w dłoniach. - Och, Whiskas, liniejesz, nie siedź na moim łóżku.
Kot, jakby rozumiejąc słowa chłopaka, zeskoczył na podłogę i naprawdę nieeleganckim krokiem odszedł, wylegując się na swoim posłaniu obok pokoju.
- Śpi tak blisko ciebie? Myślałam, że Anne jest jego ulubienicą.
- To ja nim jestem, po prostu musiał znaleźć sobie pocieszenie, kiedy wyjechałem - wzruszył ramionami, a Cassandra skinęła głową w zrozumieniu. - Więc, jak tam, robaczku? Ubrania pasują?
Cassie wydęła wargi, naprawdę obrażona na Ashtona i mruknęła:
- Ila razy mam ci powtarzać, żebyś nie nazywał mnie robaczkiem?
- Do końca życia, robaczku - mrugnął do niej, a ona postanowiła skapitulować, więc tylko przewróciła oczami.
- Cokolwiek.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Bardzo mi się podoba! :)
+mogłabys pisac numery rozdzialów?

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz napisać coś głupiego - najlepiej nie pisz nic.