Dom Irwinów wyglądał zupełnie inaczej, niż go zapamiętała. Hol
prowadził do nowocześnie urządzonego salonu w odcieniach brązu i bieli. Z
przodu pięły się w górę schody, które chyba jako jedyne się nie
zmieniły. Nad kominkiem wisiał obraz, a na środku pokoju, na dywanie w
malutkie wzorki, stał stolik z dwoma fotelami i dwuosobową kanapą.
I to wszystko Cassandra mogła dostrzec stojąc tylko na korytarzu.
- Łał - wyrwało jej się, a Ashton zachichotał za jej plecami.
- Prawda? Zawsze byłem pod wrażeniem naszego domu, ale po remoncie jest po prostu niesamowity.
Cassie
skinęła i ściągnęła buty, ponad wszystko nie chcąc zamoczyć, a tym
bardziej ubrudzić błotem pięknej, czystej podłogi pani Irwin.
-
Idź do łazienki, a ja przyniosę ci jakieś suche ubrania - polecił i już
miał odejść, kiedy odwrócił się na pięcie. - Trafisz, prawda?
-
Jasne - mruknęła Cassie i na paluszkach przeszła przez salon, modląc
się, żeby mamy Ashtona nie było w kuchni, z której miała idealny widok
na...
- Och, Cassandro! Cześć! - pisnęła entuzjastycznie.
Dziewczyna wymusiła uśmiech i przytuliła nadbiegającą już w jej stronę
panią Irwin. - Co cię do nas sprowadza? Znowu jesteście razem z Davidem?
-
Nie, nie! - zaprzeczyła trochę zbyt gorliwie. - To znaczy... Jestem
koleżanką Ashtona - na te słowa prychnęła w duchu. - Na dworze strasznie
pada, a poniekąd mój tata zamknął mnie na zewnątrz, więc Ash
powiedział, że mogę tu przyjść - sprostowała.
- Ojejku,
oczywiście, że możesz! Gdzie on teraz jest? - zmarszczyła brwi.
Cassandra wyplątała się z jej uścisku i zaczęła odchodzić nieznacznie.
- Miałam iść do łazienki, a on pobiegł po jakieś suche ubrania.
-
Czekaj, czy on zamierza ci dać swoje ciuchy? - zdziwiła się pani Irwin,
a Cassie oblała się rumieńcem na całej twarzy. Tylko tego było jej
trzeba.
- Nie wiem, ja tylko...
- On nigdy nie daje dziewczynom swoich ubrań. Jeśli to zrobi, powinnaś czuć się wyjątkowa - wyznała mama Ashtona.
- Dziękuję, proszę pani. Teraz już chyba...
Znowu nie dane jej było skończyć, bo w słowo weszła jej kobieta. Cassie nienawidziła, kiedy ktoś jej przerywał.
-
Jestem Anne. - uśmiechnęła się ciepło i mimo że Cassandra była oziębła
wobec całej rodziny Irwinów, nie mogła nie odwzajemnić gestu.
- W porządku, Anne. Pozwól, że teraz już pójdę. Naprawdę nie czuję się najlepiej w mokrym swetrze.
- Oczywiście, rozumiem. - uśmiechnęła się, więc Cassie udało się opuścić pomieszczenie bez dodatkowego punktu na liście wrogów.
Weszła
do łazienki, która nie była remontowana. Wnętrze pozostawało białe z
domieszkami jasnobrązowych, drewnianych elementów. Cassandra westchnęła i
położyła swoją torbę na sedesie. Spojrzała w lustro i jęknęła, kiedy
zobaczyła, w jakim stanie są jej włosy. Próbowała uczesać je palcami,
ale nie przyniosło to żadnego skutku. Fuknęła pod nosem i zrobiła
obrażoną minę, kiedy rozległo się ciche pukanie.
- Wejdź -
powiedziała Cassie do Ashtona, który chyba urósł przez czas, kiedy go
nie widziała, w dodatku zmienił kolor włosów i... - No nie - szepnęła
dziewczyna, a David zaśmiał się.
- Co robisz w mojej łazience?
- Stoję - burknęła i wyminęła go w drzwiach, wyraźnie uciekając od jego zakochanej w sobie osoby.
- A teraz biegasz po moim korytarzu? Co, do cholery?
- Davidzie! - upomniała go Anne, kiedy mijali kuchnię.
-
Teraz spikasz się z moim bratem? - prychnął, a Cassandra zatrzymała się
gwałtownie i odwróciła w jego stronę. Nadal górował nad nią wzrostem,
ale urosła na tyle, że sięgała mu już do czubka nosa.
- Posłuchaj,
Irwin - położyła palec na jego piersi i kontynuowała. - To, z kim się
spotykam, to nie twój interes. To, z kim spotyka się Ashton, to też nie
twój interes. Więc z łaski swojej odwal się, bo nie jesteś już częścią
mojego życia i mnie nie kontrolujesz.
David uniósł jedną brew, po czym chwycił jej dłoń i delikatnie ściągnął ją ze swojej klatki piersiowej.
-
Teraz to ty posłuchaj, księżniczko. Jeśli jakaś mała, rozwydrzona
chłopczyca w mokrych ubraniach siedzi w mojej łazience i zabłaca moją
podłogę, to to chyba jednak jest mój interes.
Cassandra wyrwała mu
rękę i ruszyła z powrotem do łazienki, po drodze mamrocząc pod nosem
cały słownik wyzwisk pod adresem starszego Irwina.
- Niech ja tylko wyjdę z tego domu to... - urwała, bo odbiła się od czegoś miękkiego i usłyszała cichy chichot.
- Spotkałaś Davida, co? - spytał rozbawiony Ashton, a ona wywróciła oczami. - Trzymaj. - podał jej kupkę ubrań.
- Dzięki.
Ash zaczął odchodzić, jednak Cassie nie mogła się powstrzymać i zatrzymała go ręką.
- Coś jeszcze? - zapytał uprzejmie.
- Czyje to ubrania?
Cassandra
powtarzała sobie w myślach, że nie chce usłyszeć, że odzież jest
Ashtonowa, ale nie mogła wyzbyć się uczucia rozczarowania, kiedy chłopak
wzruszył ramionami i rzucił krótkie: "Davida".
---
Ashton
wcale nie chciał zanieść Cassandrze swoich ubrań. Nie na tyle mocno,
żeby faktycznie to zrobił. A jednak coś w środku podpowiadało mu, że to
odpowiednie, że to właśnie jest to, co powinno się zdarzyć, więc
skończył ze swoją największą koszulką i parą dresów, żeby Cassie nie
zdała sobie sprawy z tego, do kogo należy odzież. Potem jednak zdał
sobie sprawę z tego, że na drobną dziewczynę będzie to po prostu zbyt duże. Westchnął i pokręciwszy głową, chwycił ubrania - tym razem najmniejsze, jakie znalazł.
Z
takim pakunkiem zszedł na dół i odbił się od burczącej pod nosem
dziewczyny. Zaśmiał się i wymienił z nią kilka zdań, a kiedy zadała
pytanie, kto jest właścicielem przyniesionych ciuchów, odpowiedział, że
David, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. A potem zmył się
równie szybko jak Nicolas po koronacji swojego przyrodniego brata, Milo.
Ashton prychnął w duchu. Jego wysokość książę Nicolas Tanner Bryson, prawowity następca tronu Revin. I wszystkie kobiety, z którymi sypiał, jako pierwsze księżne Revin.
Chłopak
westchnął i przypomniał sobie, jak niewielki wpływ na monarchię tego
kraju. Tego wieczora nie pomyślał już o nim ani razu.
---
Ubierając
się Cassie domyśliła się, że ubrania nie należą do Davida - jego zapach
zawsze miał w sobie coś z taniego mydła cytrynowego i wody kolońskiej
jego ojca. Ta koszulka pachniała inaczej. Jak cynamon i przyprawy
korzenne. Jak piernik cynamonowy. Cassandra uśmiechnęła się, gdy
zauważyła, na jak filigranową wyglądała w ubraniach Ashtona. Urosła, co
potwierdziło dzisiaj jej spotkanie z Davidem, nadal jednak pozostawała
mniejsza i drobniejsza od obu Irwinów.
Kiedy upewniła się, że jej
odbicie w lustrze już nie straszy, wyszła z łazienki i zamknęła za sobą
drzwi. Udała się na piętro, pamiętając, że właśnie tam znajdowały się
wszystkie sypialnie. Od razu rozpoznała drzwi do pokoju Davida, które
nie zmieniły się w żaden sposób, a zaraz obok zobaczyła otwarty pokój.
Był schludny i zadbany, ale urządzony typowo dla chłopaka, więc Cassie
domyśliła się, że należy do Ashtona. Weszła do środka i usiadła na
idealnie pościelonym łóżku. Ona sama nie pamiętała, kiedy ostatnio jej
łóżko było w ogóle pościelone. Po chwili na miejsce obok niej wskoczył
Whiskas - poznała go, mimo że bardzo urósł i przytył. Zawsze śmiała się z
jego imienia - wybrał je David, który miał dość kłótni rodziców o to,
jak nazwać zwierzaka i rzucił od niechcenia: "Nazwijmy go Whiskas".
Wszystkim się spodobało, więc tak zostało. Najgorzej było, kiedy ktoś
mówił: "Przynieś mi Whiskasa", bo nie wiadomo było, czy chodzi o karmę,
czy kota samego w sobie. Dopiero dalsza część, "nakarmię Whiskasa",
wyjaśniała wszystko. Cassie uśmiechnęła się pod nosem. Pomyślała, że
gdyby miała psa, nazwałaby go Pedigree.
- Straszny ze mnie pedant,
wiem - usłyszała, więc uniosła głowę. W drzwiach stał Ashton z talerzem
kanapek w dłoniach. - Och, Whiskas, liniejesz, nie siedź na moim łóżku.
Kot,
jakby rozumiejąc słowa chłopaka, zeskoczył na podłogę i naprawdę
nieeleganckim krokiem odszedł, wylegując się na swoim posłaniu obok
pokoju.
- Śpi tak blisko ciebie? Myślałam, że Anne jest jego ulubienicą.
-
To ja nim jestem, po prostu musiał znaleźć sobie pocieszenie, kiedy
wyjechałem - wzruszył ramionami, a Cassandra skinęła głową w
zrozumieniu. - Więc, jak tam, robaczku? Ubrania pasują?
Cassie wydęła wargi, naprawdę obrażona na Ashtona i mruknęła:
- Ila razy mam ci powtarzać, żebyś nie nazywał mnie robaczkiem?
- Do końca życia, robaczku - mrugnął do niej, a ona postanowiła skapitulować, więc tylko przewróciła oczami.
- Cokolwiek.
1 komentarz:
Bardzo mi się podoba! :)
+mogłabys pisac numery rozdzialów?
Prześlij komentarz
Jeśli chcesz napisać coś głupiego - najlepiej nie pisz nic.