I: 'Irracojnalny idiotyzm niektórych ludzi'

wattpad - http://www.wattpad.com/story/22969787-sparkle-a-i
hashtag na twitterze - #SparkleFF

Matt podciągnął rękaw i spojrzał na świeżego siniaka, który właśnie formował się na jego skórze. Wciągnął powietrze z sykiem, kiedy Cassandra wbiła palec w bolące miejsce.
- No co? Sprawdzam, czy boli - wzruszyła nonszalancko ramionami.
Znowu miał ochotę jej przywalić. Nie mógł tego jednak zrobić - wizja kolejnego siniaka na jego ciele wcale mu się nie podobała. Większość mogłaby pomyśleć: hej, co to za facet, skoro tak daje się kontrolować kobiecie? Otóż nie. Cassie nie była zwyczajną kobietą. To stanowczy mężczyzna w ciele drobnej kobietki. Mogła ubierać się jak dziewczyna, wyglądać jak dziewczyna, cholera, nawet malować się jak dziewczyna, ale zdecydowanie miała charakter faceta.




- To może nie sprawdzaj - mruknął i zsunął rękaw z powrotem na ramię.
Było południe; słońce przygrzewało twarze w większości smętnych uczniów Hunter College. Matt nigdy tego nie rozumiał - po co wybrali tę szkołę, skoro teraz mają się dąsać. Dąsać, pomyślał i parsknął w duchu. To takie śmieszne słowo.
- O, nie. Nie. Nie! Matt, na miłość boską, schowaj mnie gdzieś - zaskomlała Cassandra, więc chłopak rozejrzał się. Przy wejściu stali bracia Irwin, najwięksi flirciarze tej szkoły. Matt przewrócił oczami i pociągnął Cass za swoje plecy, chowając ją przed spojrzeniami Ashtona i Davida, kiedy kierowali się w stronę budynku.
- Jesteś mi winna przysługę.
- Przyjaźnisz się z kimś takim jak ja, czy to ci nie wystarcza? - zaśmiała się Cassie, a Matt nagle pomyślał, że jej nos jest taki kruchy i tak łatwo go złamać...
Czasami naprawdę miał jej dość. Tych jej docinek na temat miłości, jej obojętnego usposobienia, jej irytującego uśmieszku, kiedy coś knuła. Wtedy jednak przypominał sobie o tych wszystkich razach, kiedy jego serce było złamane, a ona leczyła je pudłami lodów, muzyką Eda Sheerana i mnóstwem nieśmiesznych żartów o ptakach.
Lecą dwa ptaki, jeden zielony, a drugi w lewo.
Uśmiechnął się na to wspomnienie i nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że już dotarli do ogromnych, starych drzwi do budynku prowadzących na główny hol. To właśnie tam znajdowało się większość sal lekcyjnych. Na szczęście Cassandry ani jednego Irwina już tam nie było.
- Możesz wyjść, ani śladu żadnego Irwina na horyzoncie - rzucił, a ona westchnęła głośno z wyraźną ulgą.
- Dzięki Bogu, już myślałam, że znowu będę musiała wejść za tobą do klasy - mruknęła. Matt tylko uśmiechnął się lekko. - O, hej, Mel! - krzyknęła do koleżanki z klasy. Melissa spojrzała na nią z uniesionymi brwiami, jednak pomachała do niej i wróciła do na pewno arcyfascynującej rozmowy z Dianną z pierwszego rocznika. Cassie widziała ją po raz pierwszy na żywo, ale już wcześniej poznała ją przez internet. Sympatyczna, mała osóbka, pomyślała wtedy.
- Pozwól, że tutaj cię zostawię. Umówiłem się z Hemmingsem pod automatem z wodą, a on nie toleruje spóźnień, wiesz - Matt przewrócił oczami i mocno przytulił Cassandrę. - Powodzenia, Cass.
- Tobie też - mruknęła dziewczyna i ruszyła w kierunku swojej sali.
Nagle przez gwar rozmów usłyszała dość głośne skrzypienie. Dochodziło z góry. Cassie odważnie podniosła głowę, żeby zobaczyć spadający prosto na nią stary, ciężki, kryształowy żyrandol. Zamknęła oczy gotowa na uderzenie, które nadeszło jednak z innej strony. Coś naparło na jej bok i przepchnęło ją na lewą stronę, zmuszając ją do upadku na ziemię. Poczuła na sobie ciężar czyjegoś ciała osłaniającego ją przed odłamkami szkła, jednak nie to się teraz liczyło. Bo co, do cholery, właśnie się stało?
- Jesteś cała? - usłyszała głos i zaniemówiła. Niemożliwe. - Cassandro?
Cassie otworzyła oczy i spojrzała na zmartwioną twarz młodego Irwina. Skanował ją całą, jakby sprawdzając, czy wszystko z nią w porządku. Kiedy już był pewien, że nic jej nie jest, wstał i podał jej rękę. Przyjęła ją, jednak nie spojrzała na niego już więcej.
- Dziękuję - burknęła i odeszła, ignorując bałagan, który żyrandol zostawił za sobą.
Usłyszała jeszcze krzyk Ashtona zapewniający ją, że to "żaden problem", a potem zniknęła za rogiem korytarza i puściła się pędem do damskiej łazienki. Wpadła do kabiny i usiadła na zamkniętym sedesie. Wtedy dopiero dała upust swoim emocjom i rozpłakała się. Zbyt długo pracowała na reputację twardej dziewczyny, żeby zepsuć to jednym, głupim szlochem. To jednorazowe załamanie, to wszystko.
Wytarła policzki rękawami bluzy i kucnęła, sprawdzając pod drzwiami kabiny, czy nadal była sama w pomieszczeniu, po czym otworzyła drzwi i stanęła przed lustrem, oglądając swoje napuchnięte oczy i różowe policzki.
- Jak długo płakałam? - wyszeptała sama do siebie.
- Jakieś piętnaście minut - usłyszała męski głos i krzyknęła z przerażenia. Odwróciła się i zobaczyła Irwina opierającego się o framugę wejścia do łazienki. - Nie martw się, nikomu nie powiem.
- Co ty tu w ogóle robisz, frajerze? To damska. Chyba, że chcesz mi coś powiedzieć - mruknęła, a on zaśmiał się.
Przyjrzała mu się uważnie - nonszalancki uśmieszek, czarne jeansy, koszulka zespołu rockowego i całkowity nieład na głowie. Zupełnie jak David. Zganiła się w sumieniu za tę myśl. Różnił się od niego jedynie kolorem oczu i włosów - jego brat był brunetem o niebieskich oczach, a on sam - ciemnym blondynem o zielonych tęczówkach. Czasami Cassie miała wrażenie, że są brązowe, jednak przez większość czasu pozostawały w odcieniu naprawdę pięknej zieleni i...
Przestań, pomyślała. Czy ty właśnie myślałaś w ten sposób o Irwinie? Którymkolwiek z nich?
- Jak zwykle pyskata - pokręcił głową. - Mój brat dużo mi o tobie mówił. Stwierdził, że żałował potem, że cię zostawił.
- Cóż, ja nie żałuję. Uświadomił mi, że miłość nie istnieje.
- Bo jeszcze mnie nie poznałaś - mrugnął do niej, a ona przewróciła oczami.
- Wiesz co? Twój idiotyzm jest zupełnie irracjonalny, o ile w ogóle wiesz, co to słowo znaczy.
Ashton złapał się za pierś w dramatycznym akcie.
- Czuję się urażony! - po tych słowach roześmiał się głośno.
- Spierdalaj, Irwin - syknęła i wyszła z łazienki, celowo trącając go ramieniem.
Nie przewidziała jednak, że poczuje wtedy coś tak dziwnego... Jakby dotykała ognia przez nieprzewodzący ciepła materiał. Wzdrygnęła się niemal niezauważalnie i przyspieszyła kroku, kierując się do sali, która już dawno na pewno była pełna uczniów, a Cassandra będzie musiała zająć miejsce w najgorszej ławce, tuż przed biurkiem nauczyciela.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Podoba mi sie! A Cassie jest...coż, ciekawą postacią hah. Czekam na kolejne :)
@dumplingsxx

Anonimowy pisze...

Bardzo mi sie podoba, czekam na kolejny xx
~ @xLana_Reyx

Anonimowy pisze...

Świetny rozdział :) Zapowiada się ciekawie. Masz świetny styl jeśli chodzi o pisanie xx

Anonimowy pisze...

Hej hej ! Super opowiadanie, ciekawie się zapowiada :) Będziesz mnie informować o nowych rozdziałach ? @luuvmyflo xx

Anonimowy pisze...

kiedy nn studniowa ? :( :( : (

Unknown pisze...

Zapowiada się naprawdę super, czytam dlaej :)
@Only_ordinary_I

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz napisać coś głupiego - najlepiej nie pisz nic.