IV: 'Przestań, nie było tak źle'

Hashtag #sparkleff

- Nie chcę iść na te zajęcia - mruknęła Cassandra, a Melissa spojrzała na nią zdziwiona. Obie szły dość szybkim tempem, więc ich wypowiedzi przerywane były sporadycznym dyszeniem.
- Myślałam, że to ty nas na nie zapisałaś.
- No, tak, ale dzisiaj chcę tylko spać - jęknęła.
- Dlaczego? Nie mogłaś zasnąć?
Miała rację, więc Cass skinęła. Nie udało jej się zmrużyć oka w nocy, bo cały czas esemesowała z Ashtonem. Nie chciała jednak jej tego powiedzieć, bo bała się, że ta robiłaby jej wykłady o tym, jak to nie można ufać Irwinom i jaka to ona jest głupia. Wymyśliła więc jedną z najprostszych wymówek.




- Bolał mnie brzuch.
Mel przewróciła oczami.
- Tak to się teraz nazywa, tak?
- Oh, zamknij się - burknęła Cassandra wciskając ręce do kieszeni dresów, a Melissa uśmiechnęła się chytrze.
- Nowy facet?
- Nowe buty - parsknęła Cassie.
- Jak tam chcesz - uśmieszek wciąż nie schodził z ust Mel. - Skoro nie chcesz mi powiedzieć, to idziemy na zajęcia.
Cassandra mruknęła pod nosem mnóstwo nieprzyjemnych epitetów pod adresem koleżanki i zaczęła kopać leżące na chodniku suche liście. Jesień była już naprawdę widoczna w Nowym Jorku i zwiastowała nadejście zimy - pory roku, której Cassie nienawidziła najbardziej. Nie chodziło o sam fakt mrozu, śniegu i schowanych w nim psich odchodów na chodniku. Najgorsze były dla niej Święta i urodziny. Kiedy oba wypadają jednego dnia, a wszyscy zapominają o tym, że to jej dzień, naprawdę nie trudno o znienawidzenie Bożego Narodzenia.
- Ludzie są dwulicowi - oświadczyła nagle Cassandra, a Melissa spojrzała na nią z uniesioną brwią. - Obgadują kogoś, a potem się z nim bratają. Jeśli kogoś nie lubisz to go nie lub do końca i nie udawaj, że jest inaczej.
Mel skinęła niepewnie głową i odwróciła wzrok, najpewniej nie chcąc zaczynać jakiegoś tematu, żeby nie obrazić Cassie w żaden sposób.
Wtedy zdała sobie sprawę z tego, jak ogromną hipokrytką była.
---
Ashton radosnym krokiem zmierzał w stronę studia. W Revin zakazane było tańczenie czegokolwiek innego niż wiosennego walca czy zimowej belgijki. Nicolas obiecał zmienić to za swoich rządów, ale kto go tam wie. Ash zmarszczył się na myśl o księciu. W tym momencie jeszcze bardziej zapragnął chronić Cassandrę.
Skręcił w ciasną uliczkę i już po chwili jego oczom ukazał się nieduży budynek. Wszedł do środka i popchnął kolejne drzwi z karteczką z napisem STREET DANCE, prowadzące do sali prób. Rzucił torbę w kąt i nie bardzo wiedząc, co robić, zaczął się rozciągać, przyglądając się innym uczestnikom zajęć. Przy lustrach stał chłopak, o włosach stosunkowo tak samo długich jak on, i blondynka, która szukała czegoś w torbie i chyba nie zauważyła jego obecności.
Ashton usłyszał zbliżające się do sali kroki.
- Mel, nie mogłam znaleźć łazie...
Od razu rozpoznał jej głos. Przeniósł wzrok na drzwi i zobaczył Cassandrę w wysokiej kitce i dresowych spodniach. Już wiedział, że trafili na te same zajęcia. I nie mógł po prostu zignorować trzepocącego radośnie serca.
- Co ty tu robisz? - spytał, a ona nonszalancko wzruszyła ramionami.
- Przyszłam na zajęcia. Tak jak zapewne ty - Cassie odwróciła się w stronę swojej koleżanki. - Melissa, poznaj Ashtona. Ashton, to Melissa. Oh, no i ten idiota tutaj to Matt.
- Dzięki - zaśmiał się chłopak i objął ramieniem Cassandrę. Ash zmarszczył brwi i przeniósł wzrok na ich towarzyszkę.
- Hej - mruknęła Mel, jednak on wcale się tym nie zraził i posłał jej promienny uśmiech.
- Cześć. Chodzisz z nami do szkoły, prawda?
- Taa. Studiuję politechnikę.
- O matko - zachichotał. - Musisz być strasznie sztywna.
Zobaczył, jak kąciki ust Mel zadrżały i już wiedział, że złamał jej barierę. W końcu też się uśmiechnęła.
- Na pewno nie tak, jak moja klasa. A ty? Na jakim jesteś kierunku?
- Studiuję z Cassie - odparł, a ona pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Architektura. Poważnie.
Ashton wybuchnął śmiechem.
- Nie wiem, jak to możliwe, że ktoś taki jak ja podjął się takiego przedmiotu.
- Lubisz to chociaż?
- Przeboleję - uśmiechnął się krzywo.
Przeniósł wzrok na Cassandrę, która przeszła na drugi koniec sali i przypatrywała mu się z ciekawością. Mrugnął do niej jednym okiem, a potem znowu spojrzał na Mel, której wyraz twarzy niemal krzyczał: "Co tu się dzieje?!"
- Oh, po prostu... Wiesz, ona ma przeszłość z jednym Irwinem. I uważa, że ja też muszę być okropny. Dlatego mnie nienawidzi.
Melissa speszyła się i wbiła wzrok w swoje buty.
- Myślałam dokładnie to samo.
- Nadal myślisz?
- Już nie - pokręciła głową i ponownie na niego spojrzała. Ashton po prostu się uśmiechnął i ją przytulił.
- Więc jest okej.
- W porządku, zaczynamy nasze pierwsze zajęcia! - rozległ się donośny głos, więc Ash odkleił się od Mel i ustawił w szachownicy razem z innymi ludźmi. Po jego lewej stronie stała Melissa, tuż obok niej Cassandra, a po jego prawej - Matt. Ashton postanowił wykorzystać okazję i zagadał chłopaka.
- Co jest z tobą i Cassandrą? Jesteście razem?
Matt się zmieszał.
- Nie, my tylko...
- Irwin, Hunt! Powtórzcie, co przed chwilą powiedziałem.
Ash spojrzał błagalnie na Mel, która bezdźwięcznie wymówiła "nazwisko".
- Przedstawił się nam pan, panie...
Zajrzał w głowie w tabelkę zajęć i przypomniał sobie, jak nazywa się nauczyciel.
- ...Panie Steffen - skończył i odetchnął z ulgą.
- W porządku. Nie rozmawiajcie więcej, jeśli nie jest to konieczne - upomniał ich, a oni skinęli równocześnie głowami.
- Dzięki - wyszeptał do Melissy, a ona tylko się uśmiechnęła.
---
- Matko, jestem taki beznadziejny - mruknął Ashton i przetarł twarz dłońmi, kiedy całą czwórką wychodzili ze studia. Melissa nalegała, żeby poszedł z nimi na pizzę, więc się zgodził. Bo przecież, czemu nie?
- Daj spokój, nie było wcale tak źle - pocieszyła go Mel, a on skrzywił się. Wiedział, że kłamała.
- Gdzie dokładnie idziemy? - spytał Matt, a Cassie zaproponowała jakąś pizzerię.
Chwilę później Melissa podeszła do Cassandry. Odeszły trochę do przodu, ale i tak mógł je dobrze usłyszeć.
- Wiesz, ten cały Ashton wcale nie jest taki zły - powiedziała Mel, a Cassie się spięła. Czyżby nie powiedziała jej o ich rozmowach?
- To nadal Irwin.
- Oj, przestań. Nie każdy Irwin jest Davidem.
Nie każdy Irwin jest Irwinem, pomyślał Ashton i westchnął głęboko.

przepraszam za obsuwę i za to, że tak długo czekaliście, ale wczoraj miałam urodziny (hepi berfdej tu mi) i trochę nie chciało mi się pisać, mam nadzieję, że wybaczycie

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

podoba mi się, ciekawie się zaczyna ta historia. czekam na następny rozdział! / pączek

Unknown pisze...

Naprawdę robi się coraz ciekawiej, zaczynam się wciągać. Pisz dalej! :)

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz napisać coś głupiego - najlepiej nie pisz nic.